10 dni w Irlandii: Wyspy Aran, Spędzanie nocy na Inisheer (Inis Oirr)

4 minuty czytania

Ta historia podróży jest tłumaczona przy pomocy technologii.

Tekst ten został przetłumaczony na Polski z oryginalnego języka English.

Wyspy Arańskie stanowią grupę trzech wysp położonych na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Największą wyspą jest Inis Mór (Inishmore), następnie Inis Meain (Inishmaan) i najmniejsze z tria, Inir Oirr (Inisheer). Niezależnie od tego, czy wybierzesz się na jednodniową wycieczkę, czy na długi weekend, Wyspy Arańskie to mały raj, idealny na długie spacery, przejażdżki rowerowe i słuchanie dźwięków oceanu. Jest to trzecia część mojej serii "1O dni w Irlandii".

Wwietrzną noc po raz pierwszy udałem się na spacer do Doolin, małej wioski położonej w pobliżu urwisk Moher w Irlandii. Kiedy rozgrzałem się obok ognia w salonie hostelu nad rzeką Aille, zaprzyjaźniłem się z kanadyjskim facetem o nazwisku Stephen. Noc była jeszcze młoda i razem z Stephenem postanowiliśmy pójść na spacer po wiosce (która miała dwie ulice), a zatrzymać się przy pubie na kufel piwa. Atmosfera wewnątrz pubu była ciepła, głośna i przytulna. Grała na żywo irlandzka muzyka ludowa, a miejscowi palili na piskliwych deskach w rytm skrzypiec. Kiedy oglądałem dziewczynę, która tańczy z tatą tradycyjny irlandzki taniec ludowy, zastanawiałem się... czy tańczą każdego wieczoru? Czy Doolin mógłby być bardziej żywy niż modny Dublin? Niedługo potem Stephen i ja dołączyłem do szalonego kręgu muzyków i tancerzy, głośno klaszcząc w naszych rękach podczas wykonywania głupich skoków.

Nieco dalej w nocy do naszego stołu dołączyło dwóch szczęśliwych obcych piw. Ronan i Brad byli w Doolinie na weekend i opowiedzieli nam o swojej podróży do Galway i na Klify Mroźne. Obaj byli Irlandczykami i muzykami, oboje urodzili się i wychowali na Inisheer, najmniejszej wyspie Wysp Arańskich. Ronan i Brad wracali rano do domu do Inisheer i pytali, czy chcielibyśmy dołączyć na wyspie na dzień i noc. Obaj krzyczeliśmy "Tak!", chętni do odkrycia domu naszych nowych przyjaciół. Czując się zmęczony nazwałem to nocą, podczas gdy chłopcy rozkazali kolejną rundę Guinnessa.

Rano udałem się z Stephenem do portu Doolin. Byliśmy o wiele za wcześnie, zaniepokojeni tym, że nasi nowi przyjaciele mogliby się bez nas oderwać. Brad i Ronan przywitali nas ciepłymi uściskami. Wsiedliśmy na prom, pozostawiając za sobą kruchość Doolina i główny ląd.

Podróż z Doolinu do Inisheer była bardzo trudna i oferowała dramatyczne widoki na Klify Mroźne. Żeglowaliśmy przez dzikie oceany i poezję, uwielbiałem ją.

Inisheer wyglądał jak maleńka wioska z XVIII wieku, zamrożona w czasie i wystarczająco odległa od głównych ziem Irlandii, aby o niej zapomnieć. Wyspa liczy 260 stałych mieszkańców (w tym Ronan i Brad), a jej powierzchnia wynosi zaledwie 8 km2. Wyspa liczyła kilka domów, jeden bar, żaden hotel. Spanie na wyspie było trudne w okresie niskiego sezonu, ponieważ nieliczne dostępne pokoje i rodziny goszczące były często rezerwowane z dużym wyprzedzeniem lub znacznie powyżej budżetu. Na szczęście zostaliśmy zaproszeni do pozostania w domu z Bradem i Ronanem oraz ich rodziną.

Inisheer czuł się jak święte miejsce, gdzie czas stał nieruchomo. Silniki na wyspie są rzadkością, a przewóz koni jest najpopularniejszą formą transportu (i tak przynajmniej dla nas turystów). Wagony czekają na prom i poza każdym pubem, chętnie transportując świeżo przybyłych gości. Pojechaliśmy wagonem, aby zwiedzić wyspę i chociaż Inisheer miał tak duże jak x boisk do piłki nożnej, to jednak miał wiele ukrytych skarbów. Ronan pokazał nam dziedzictwo wyspy i główne zabytki, w tym Plassey Wreck (utknięty w morzu statek spustoszony przez sitowie), zamek O'brien (stary zamek zbudowany w 1585 roku na najwyższym punkcie wyspy), latarnia morska i kościół Św.

Po przejażdżce konnej i zwiedzaniu znaleźliśmy się w najprzyjemniejszym pubie Inisheer Tigh Ned i podgrzaliśmy się do kufla Guinnessa (i trochę gorącej herbaty). Noc szła dalej, gdy wtopiliśmy się w miejscowych. Byliśmy jedynymi gośćmi na wyspie i wszyscy byli ciekawi weekendów Ronana i Brada po drugiej stronie. Jak się okazuje, rzadko zdarza się, aby ci szczęśliwi mieszkańcy wysp przeprawili się przez ocean do reszty Irlandii. Śmiałem się radośnie przez cały wieczór, nie rozumiałem większości tego, co się dzieje i wciąż prosiłem mojego przyjaciela Stephena, aby przetłumaczył język irlandzki na angielski. Połowa wyspy przyszła tego wieczoru do baru i wysłuchała podróży młodego duetu na drugą stronę. Wieczór zakończył się muzyką i tańcami o irlandzkiej muzyce ludowej. Było to proste, ale magiczne.


Pisarz

Isabel Elwood

Isabel Elwood

Jestem Isabel, kocham Jogę i Techno Schmetterling. Pasjonuje mnie wszystko, co dotyka sztuki i duszy.... a także muzyka elektroniczna, o której piszę.

Inne historie z podróży