© Mark Levitin
© Mark Levitin

Podziemne sanktuarium: Tham Khao Luang w Phetchaburi.

3 minuty czytania

Ta historia podróży jest tłumaczona przy pomocy technologii.

Tekst ten został przetłumaczony na Polski z oryginalnego języka English.

Tajlandia jest często nazywana "ziemią świątyń", co jest technicznie prawdziwe, ale nieco bez znaczenia. To jak nazywanie państwa chrześcijańskiego "ziemią kościołów", albo nowoczesnego megalopolis "ziemią centrów handlowych". Podróżni szybko się "wypatrują" i po kilkunastu nieuchronnie wykwintnych i niezaprzeczalnie historycznych budowlach buddyjskich zakładają, że wystarczy. Ale jeśli w tobie jest jeszcze miejsce na jeszcze jedną świątynię, podziemne sanktuarium Tham Khao Luang jest dobrym wyborem. Jest duży. Wciąż jest półnaturalny. To nie jest zbyt turystyczne. To jest w Phetchaburi, pięknym starym mieście, które i tak zasługuje na zatrzymanie. A przecież to właśnie pod ziemią, która zawsze jest ładna - egzotyczna, fotogeniczna i pełna atmosfery.

© Mark Levitin
© Mark Levitin

Schodząc w dół

Zejście w głąb Tham Khao Luang jest jak przekroczenie granicy między dwoma światami. Spiralne schody zabiorą Cię z pęcherzowo gorącego, wybielonego krajobrazu wzgórza powyżej do słabo oświetlonej domeny stalaktytów. Tu i ówdzie posągi Buddy zajmują naturalne ubytki w wapiennych ścianach. Główna atrakcja czeka na dole: gigantyczna sala z rzędami mniejszych Buddów otaczających masywny obraz Sakya-Muni. Ta jaskinia ma dziurę w dachu i około południa przez nią przenika promień słońca. Między lutym a kwietniem oświetla największego Buddę, ale w ciągu pozostałych miesięcy widok jest nie mniej imponujący i wysoce fotogeniczny. To jest twoja szansa, by oddać ten nagrodzony strzał. Następna komnata zawiera trochę chedi (buddyjskich stupas), a następnie jaskinia staje się naturalna aż do samego końca, gdzie za małym ołtarzem siedzi inny stary posąg: albo Budda, albo reusi (mędrzec tajski), trudno powiedzieć w ciemności. Starożytne zardzewiałe schody prowadzą przez kolejną dziurę zlewozmywakową na szczyt wzgórza, ale ścieżka prowadząca stamtąd jest zwykle zbyt zarosła dla każdego, kto nie posiada umiejętności w zakresie wędrówek po dziczy.

© Mark Levitin
© Mark Levitin

Mnisi i małpy.

Sama świątynia w jaskini jest często pusta lub pilnowana przez jednego mnicha. Czasami wędruje tu kilku tajskich turystów lub czcicieli, rzadko - podróżnik zagraniczny. Grupa mnichów mieszka w drewnianych chatach po drugiej stronie wzgórza, po ścieżce spacerowej. Zakręt z tego szlaku prowadzi do mniejszej grupy jaskiń używanych okazjonalnie jako schronienie dla pustelników. W czasie badań był tylko jeden pustelnik, niezwykle komunikatywny i gadatliwy. Ponieważ mówił tylko po tajsku, wizyta cudzoziemca nie pozwoliła mu zboczyć z drogi błogiej samotności, choć nie z powodu braku wysiłku. Jeszcze bardziej towarzyskie są makaki najeżdżające na parking przed Tham Khao Luang. Karmienie futrzastych creepów ma na celu poprawę karmy, co zdecydowanie zwiększyło ich śmiałość (i tkankę tłuszczową). Nie daj się zniechęcić tym okropnym naczelnym, pamiętaj, że jesteś znacznie większą małpą i - snarl z powrotem. Dla tych, którzy przyjeżdżają własnymi pojazdami, miejscowi na parkingu wynajmują wypchane krokodyle z zabawkami do umieszczenia na dachu kabiny. Zabawki odstraszają makaki, w przeciwnym razie mogą uszkodzić samochód.

© Mark Levitin
© Mark Levitin

Praktyki

Tham Khao Luang jest cztery kilometry od centrum Phetchaburi. Regularny tuk-tuk powinien doprowadzić Cię do wejścia za 20 THB za osobę, lub powinien kosztować około dwukrotnie tyle, aby wynająć jeden dla siebie. Możesz też chodzić lub jeździć na rowerze. Na parkingu dostępne są napoje bezalkoholowe i przekąski. Nie ma wstępu do podziemnego sanktuarium - jest to funkcjonująca świątynia jaskiniowa, a nie atrakcja turystyczna. Z tego samego powodu należy powstrzymać się od wspinania się po skałach w jaskini, jednak kuszące stalaktyty i dziury w zlewach mogą wyglądać w tym celu.

Tham Khao Luang, Phetchaburi
Tham Khao Luang, Phetchaburi
Thongchai, Mueang Phetchaburi District, Phetchaburi 76000, Thailand

Pisarz

Mark Levitin

Mark Levitin

Jestem Mark, zawodowy fotograf podróży, cyfrowy nomad. Przez ostatnie cztery lata mieszkałem w Indonezji; każdego roku spędzam tam około sześciu miesięcy, a drugą połowę roku podróżując do Azji. Wcześniej spędziłem cztery lata w Tajlandii, badając kraj pod każdym kątem.

Inne historie z podróży