© Mark Levitin
© Mark Levitin

Turniej plemienny: Festiwal Pasola w Sumbie

3 minuty czytania

Niskie, wytrzymałe konie galopują po trawiastym polu, świergocąc tak samo szalenie jak ich jeźdźcy. Latające wały włóczni kruszą się w powietrzu, rzadko uderzając w nic poza trawą, ale rozlewając krew, gdy to robią. Ogromny tłum widzów, mniej więcej cała ludność sąsiednich wiosek, przyjaciele i rodziny wojowników, również nie pozostaje bezczynny. Bójki wybuchają tu i ówdzie, czasem zatrzymywane w czasie przez policjantów kontrolujących zamieszki pancerne, czasem nie. Taki właśnie jest Festiwal Pasola w Sumbie, bardzo podobny do średniowiecznego turnieju joustingowego doprowadzonego do poziomu dzikiego plemienia. Jak wszystkie podobne gry wojenne, jest to imitacja międzyplemiennych działań wojennych i ich zamiennik, ale jest jeszcze coś więcej: w pewnym sensie można go uznać za ofiarę ludzką w przebraniu. Zapomnijmy o przysłowiowym pokoju i dobroci Indonezji: ten rytuał to czysta brutalność.

© Mark Levitin
© Mark Levitin

Morskie robaki, harcerze

Dla podróżnika trudność uczestniczenia w Festiwalu Pasola leży w jego nieprzewidywalnych terminach. Tradycyjnie, Zachodnia Sumba obchodzi go w lutym, natomiast Południowa Sumba przychodzi późno o miesiąc, ogłaszając Pasolę w marcu. Jest to mniej więcej tyle, ile można zaplanować - faktyczne daty ogłaszane są przez rato, księży miejscowego animatora wiary Marapu, zgodnie z pojawieniem się nyale, pewnego rodzaju robaków morskich. Te bezkręgowce same plaże masowo, raz w roku, zapewniają bezpłatny bankiet robaków dla mieszkańców wyspy. Po dobrej uczcie, to jest po prostu czas, aby dać się zabić przez włócznię, nie sądzisz? Innym problemem jest to, że Pasola pada w środku pory deszczowej, kiedy ulewne ulewy mogą wstrzymać loty, a burze mogą utrudnić ruch promów pasażerskich. Opłaca się dążyć do jak najwcześniejszego zakładanego terminu, a następnie czekać na miejscu.

© Mark Levitin
© Mark Levitin

Rozlanie krwi

Pasola jest powszechnie mylona z prymitywnym sportem. Nie jest. Jest to animistyczny rytuał mający na celu zaimpregnowanie Ziemi. Przede wszystkim, podczas gdy szczególnie niszczycielski hit jest zawsze głośno dopingowany przez tłum, nikt tak naprawdę nie utrzymuje wyniku, a zwycięzcy nie są deklarowani. Po drugie, poprzedzony jest modlitwą i ofiarą z kurczaka lub świni, a prowadzony jest przez grupę rato. I wreszcie, jeźdźcy nie ukrywają nawet prawdziwego celu imprezy: przelania jak największej ilości ludzkiej krwi w uczciwej walce. Krew prawdziwych wojowników, wchłonięta przez ziemię, zapłodni Matkę Ziemię, aby mogła urodzić następne żniwo. Co więcej, jeszcze kilkadziesiąt lat temu często stosowano kompletne włócznie myśliwskie, co powodowało częste ofiary w ludziach; tylko dzięki interwencji rządu Indonezji trzeba teraz usunąć groty włóczni. Jednak ciężki drewniany wał, z bezwładnością biegnącego konia i siłą wytrenowanego człowieka napędzającego go, może wyrządzić poważne szkody. Krew musi płynąć.

© Mark Levitin
© Mark Levitin

Pasola przeżywająca

Dostanie się tam to połowa zabawy. Zazwyczaj są trzy turnieje w roku w West Sumba i dwa na południu, odpowiednio w lutym i marcu. Podróżny potrzebowałby odrobiny szczęścia, aby dostać się do Waingapu, stolicy Sumby, pomimo sezonowych burz. Gdy już tam dotrzemy, do najbliższej dużej wioski można dojechać autobusem, a stamtąd motocyklami lub pieszo. Prawdopodobnie najbardziej autentyczny Festiwal Pasola odbywa się we wsi Kodi (luty). Druga połowa jednak trzyma się z dala od kłopotów - jest to teren czysto plemienny, a ludzie są dość dzicy. Podgrzani do wrzenia na widok kpiącej wojny i świeżej krwi, widzowie nie tylko wspierają swoich mistrzów krzykiem i wrzaskiem - kiedy tylko jeździec jest puchnięty, w tłumie wybuchają walki na pięści, a niektóre z latających włóczni wywołują w odpowiedzi lawinę rzucanych kamieni. W pewnym sensie wszyscy biorą udział w wielkiej bitwie, czy tego chcą, czy nie. Na niektórych festiwalach w Pasoli, pozornie, jest teraz osobny obszar dla zwiedzających, ale nie w Kodi (na szczęście, nie mutuje jeszcze w inne turystyczne show). Bądźcie czujni, a jeśli nie jesteście fotografami i nie musicie być w środku akcji, to trzymajcie się blisko albo policji zamieszkowej (zawsze obecnej), albo rato - szamani okazują ogromny szacunek i mogą zatrzymać bójkę słowem.

Kodi village, West Sumba
Kodi village, West Sumba


Pisarz

Mark Levitin

Mark Levitin

Jestem Mark, zawodowy fotograf podróży, cyfrowy nomad. Przez ostatnie cztery lata mieszkałem w Indonezji; każdego roku spędzam tam około sześciu miesięcy, a drugą połowę roku podróżując do Azji. Wcześniej spędziłem cztery lata w Tajlandii, badając kraj pod każdym kątem.

Inne historie z podróży